poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 1

Emily's Pov


Pamiętam, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką.
Wszystkiego się bałam. Bałam się zrobić cokolwiek sama, aby nie popełnić gdzieś błędu. Bałam wychodzić się z domu, bez nikogo dorosłego, komu ufałam. Bałam się ludzi i świata. Byłam przestraszoną małą dziewczynką, pamiętam także, że jak się bałam, tata łapał mnie za rękę. Odchodziły ode mnie wszystkie troski i smutki. Przy nim czułam się taka wolna, bezpieczna. Wydawało mi się, że gdy tak będę trzymać się jego ręki, to nic mi się nie stanie. Czułam, że tylko przy nim mogę mówić to co myślę, bo wydawało mi się, że żadne z moich słów nie wydadzą się głupie. To tak jakby tylko on mógł zrozumieć ich sens. Tak jakby tylko jemu było przeznaczone zrozumieć mnie. I to było naprawdę coś niesamowitego. Bo gdy się jest taką małą dziewczynką, to ma się w głowie pełno bzdur, ale gdy jest koło ciebie ktoś taki, dla kogo te głupstwa znaczą tyle samo, co dla ciebie. 
Pamiętam gdy mój tata zmarł. To było okropne przeżycie, miałam wtedy może z osiem lat? Nie umiałam sobie bez niego poradzić. Nie było już nikogo, tak ważnego dla mnie jak on. Nie było już nikogo, kto poprowadziłby mnie przez życie. I wtedy, gdy odchodzi od ciebie ktoś taki, wtedy nagle czujesz się, jakby ktś odebrał ci coś ważnego, co byłoby ci bez zbędne do życia. Zawsze mi potwarzał, że muszę robić w życiu tylko, to co kocham. Powinnam być sobą i nie zwracać uwagi na innych. Mówił mi także, abym spełniała swoje marzenia. Marzenia powinno się spełniać, kiedy akurat ich się pragnie. Dlatego jestem tutaj, w Londynie. Moim marzeniem od dziecka, było tutaj zamieszkać. Tylko tutaj, uśmiecham się na widok deszczu, bo o tej porze roku, pada tu często.
Tutaj jestem sobą i nie udaję kogoś innego. Bardzo brakuje mi tej osoby, brakuje mi osoby która poprowadziłaby mnie przez ten nieznajomi mi jednak świat. Idę mimo wszystko, dzielnie sama do przodu. Myśle sobie, będę silna. Dla taty. Może i jestem dziwna, ale czasem czuję że koło mnie przysiada, łapie za rękę i mówi ''Jesteś bezpieczna''. 


-Emily! Słuchasz mnie? - powiedziała, z lekkim oburzeniem moja szefowa.

-Um, tak.. -odpowiedziałam, w mojej głowie były totalnie inne myśli.
-A co właśnie powiedziałam? -zapytała, ze swoim uśmieszkiem na twarzy. Nigdy za nią nie przepadałam.
-Czy cię słyszałam. -westchnęłam i uśmiechnęłam się do kobiety. Przewróciła oczami i odeszła od mojego stanowiska, zadzwonił mój telefon. Była to moja przyjaciółka Kate, odebrałam.
-Cześć Emily, mam nadzieję, że nie zapomniałaś, mamy jutro się wybrać na imprezę do John'a. -zapytała dziewczyna.
-Hej, nie, nie zapomniałam. -powiedziałam spokojnie.
-Przyjechać po Ciebie?
-Nie, nie. -odparłam pewnym głosem. Wiem, że Kate jest uparta i cholernie gadatliwe, to potrafi ustąpić w pewnym momencie, gdy widzi, że osoba, nie chcę rozmawiać.-Muszę wracać do pracy. -dodałam i się rozłączyłam.



*Justin Pov's*

Zawsze sam ustalałem zasady. Nie słuchałem się nikogo, kto mówił mi jak mam żyć i kim być. Zawsze chciałem sam  sobie decydować i nie pozwolić nikomu, aby mną rządził. Miałem głęboko w dupie zakazy. Wszystko mnie denerwuje, a szczególnie ludzie, tym co mówią. Nie jestem swoim twórcią, to świat stworzył mnie właśnie takiego jakim jestem. W swoim krótkim życiu, znalazłem ludzi, z którymi mogę się dogadać. Oni jedyni są do mnie podobni, myślą tak jak ja. Znalazłem właśnie Luk'a, Tom'a, Jason'a. Oni sprawili, że nie jestem tak nisko, jak sam mogłem się stoczyć. Oni mnie wyciągneli z ćpania, picia. Pomagamy sobie i jesteśmy jak bracia, walczymy o swoje, to jest najważniejsze. Nikt nie uważa nas za dobrych.

-Justin, mam nadzieję że to Dzisiaj załatwisz. -Tom podkreślił słowo dzisiaj. Czasami denerwowało mnie to, że rzadko kiedy ufał mi w tak dużych sprawach. No dobrze, rozumiem. Ja zapewne mógłbym bardzo często coś spieprzyć, to oczywiste. Ale wiem czego chcę i nie boję się ryzyka. Czasem powinien powiedzieć zwykłe powodzenie, zamiast w kółk tłumaczyć mi wszystko od początku, aż do końca. Dobrze wiem jak to, co dzisiaj ma się stać i  ma wyglądać. To dość prosta sprawda, gdyby tak spjrzeć na to, ze strony sób takich jak my. Ale, nie! Tom, jak nasz ''tatuś'' boi się  o wszystko.
-Zamknij się i nie powtarzaj tego samego kolejny raz. Znam to na pamięć, cholera! -krzyknąłem na niego, wstając z fotela.
-Wiem, ale jeśli coś pójdzie nie tak, będziemy w wielkim gównie Justin..-westchnął chłopak, poddając się ponownie usiadłem.



*Emily Pov's*


Jest już gdzieś około dwudziestej, w końcu skończyłam pracę, co znaczyło, że mogę udać się w stronę domu. Szłam powolnym tempem, jak zawsze. Było już ciemno oraz mokro, lekko kropiło, było okropnie zimno. Stanęłam na skrzyżowaniu drug i miałam ochotę iść tą uliczką co zawsze, gdy w końcu zdecydowałam się wybrać krótszą drogę. Gdy byłam już w połowie drogi, pożałowałam swojej decyzji, tak gratuluję Em, ty zawsze musisz coś zrobić źle. Ta scieżka wyglądała jak z horroru, tam gdzie umierają wszystkie te dziewczyny. Zagryzłam wargę, denerwowałam się.
-Uspokój się Em. -powiedziałam pod nosem, sama do siebie. Oczywiście chce być jak te wszystkie idiotki z filmów, które kończą akurat w moim wieku. Egh, mogłam jechać z przyjaciółką. W pewnym momencie usłyszałam, jakieś szmery za mną. Odwróciłam się i rozejrzałam, nikogo tam nie było. Czyżby omamy? Miałam nadzieję, że to jedynie jakiś ptak, czy zwierzę. Pożałowałam jeszcze raz swoich myśli, gdy ktoś złapał mnie od tyłu. Nie zobaczyłam twarzy, jedną rękę trzymał moje ciało, abym nie uciekła, a drugą usta, abym nie krzyczała.

Bohaterowie